U Pana Boga pod gruszą - Monika Orłowska
Czy wierzysz… że ktoś mógł stworzyć miejsce, które gromadzi życiowych połamańców, aby ich ogrzać, nakarmić, przytulić i – naprawionych – wysłać znowu w świat? Miejsce, gdzie zdrowaśki latają jak muchy, gorzka kawa bierze udział w nawracaniu bliźnich, a byle zając może liczyć na królewski pogrzeb?
Czy wierzysz… że Bóg może w jednej chwili poskładać na nowo rozsypanego jak puzzle człowieka?
Czy wierzysz?
Jeśli nie, odłóż tę książkę. Szkoda czasu na rachunek nieprawdopodobieństwa.
Tytuł książki skojarzył mi się ze znaną trylogią filmową Jacka Bromskiego. Może nie jest zabawnie ale za to swojsko i sielsko jak to na wsi. Pola cisza i gospodarstwo agroturystyczne prowadzone przez przemiłą "maciotkę" Helenę, gdzie znajdują schronienie życiowi rozbitkowie. I to zarówno ludzie jak i zwierzęta. W takim miejscu gospodyni ma czas na rozmowę z drugim człowiekiem, gdzie odpoczywa ciało i dusza.
Autorka stworzyła wyjątkowe miejsce, każdy tu znajdzie dla siebie zajęcie i sposób jak dopłynąć do brzegu. To jest Nowa Biała i jest coś jeszcze modlitwa. Nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny, może dlatego ta książka trafiła w moje ręce. Potrzebowałam historii, która podniosłaby mnie na duchu. Nawet jeżeli nasze życie rozpadnie się na tysiące kawałków, można poskładać je na nowo. nie będzie tak samo bo to niemożliwe ale może być w miarę normalnie tylko trzeba znaleźć lub dostrzec swoje miejsce na ziemi.
Może niektórych czytelników odstraszy temat wiary zwłaszcza, że na samym początku pojawia się modlitwa " Koronka do Miłosierdzia Bożego " ale ta powieść nie jest typowo literaturą chrześcijańską tu religijność bohaterów wpleciona jest w główną historię. Ale wiara czyni cuda i nie ważne z jakim problemem w życiu trzeba się zmierzyć, siła wiary i modlitwy potrafi natchnąć optymizmem.
Wyciszyłam się przy lekturze książki i rozkoszowałam się klimatem tego miejsca gdzie rządzi spokój miłość a czas płynie inaczej.
Polecam każdemu wierzącemu i niewierzącemu bo ta powieść uświadomiła mi , że życie jest szare ale nigdy nie jest beznadziejne.
Bardzo lubię piosenkę Stanisława Soyki ''Na miły Bóg'', który niestety już nie żyje, ale ''Tolerancja'' okazała się idealnym wyborem, która uprzyjemniła mi lekturę tej książki. To utwór pełen ciepła, spokoju i delikatnej melancholii. Jego łagodna melodia i głęboki przekaz idealnie komponują się z nastrojem książki, która opowiada o życiu, przemijaniu, wierze i codziennych cudach. Zarówno piosenka, jak i książka skłaniają do zatrzymania się, zadumy nad sensem życia, relacjami międzyludzkimi i obecnością Boga w codzienności. Tytuł książki i piosenki odwołują się bezpośrednio do Boga, ale w sposób prosty, ludzki. U Soyki Bóg jest bliski, czuły, a u Orłowskiej – obecny w codziennych gestach, rozmowach, pod gruszą. Książka osadzona jest w wiejskim klimacie, gdzie życie toczy się powoli, a ludzie są blisko natury i siebie nawzajem. Piosenka Soyki, choć miejska w formie, niesie w sobie tę samą prostotę i autentyczność. „Na miły Bóg” to wołanie o miłość, zrozumienie i pokój. W książce Orłowskiej bohaterowie również szukają sensu, bliskości, próbują odnaleźć siebie w relacjach z innymi i z Bogiem. Oba dzieła – muzyczne i literackie – są uniwersalne w przekazie. Dotykają spraw ważnych, ale w sposób dostępny dla każdego, niezależnie od wieku czy doświadczenia. Słuchając Soyki podczas czytania, można poczuć, jak słowa piosenki przenikają się z narracją książki. To jakby dwie formy sztuki mówiły jednym głosem – głosem serca, wiary i nadziei.
Muszę przyznać, że chwilami trochę się rozpraszałam, ale mimo to nie żałuję swojego wyboru.
Ocena książki: 6/10
A Wam jak się podobał ten utwór❓ Wspomnijcie o tym w swoich komentarzach.
Chyba nie jestem zbytnim fanem takiej literartury - wydaje mi się taka trochę cukierkowa. Ale rozumiem, że wielu osobom może się podobać. Piosenka dobrze komponuje się z recenzją. Najbardziej podobają mi się fragmenty, w których śpiewa chórek różnych artystów.
OdpowiedzUsuńRozumiem. 👍
UsuńNie dla mnie
OdpowiedzUsuńtak myślałam
Usuń