GDZIE JEST NEMO?

 

Reżyseria: Andrew Stanton, Lee Unkrich

Scenariusz: Andrew Stanton, Bob Peterson

Produkcja: USA, Australia

Obsada: Nemo - Alexander Gould (Kajetan Lewandowski), Marlin - Albert Brooks (Krzysztof Globisz), Nigel - Geoffrey Rush (Paweł Wawrzecki), Dory - Ellen DeGeneres (Joanna Trzepiecińska),  Coral - Elizabeth Perkins (Grażyna Wolszczak), Idol (Gill) - Willem Dafoe (Olaf Lubaszenko), Rozdym (Bloat) - Brad Garrett (Sławomir Orzechowski), Malina (Peach) - Allison Janney (Agnieszka Matysiak), Żółtek (Bubbles) - Stephen Root (Piotr Zelt), Żarło (Bruce) - Barry Humphries (Jan Frycz), Młot (Anchor) - Eric Bana (Tomasz Sapryk), Tępy (Chum) - Bruce Spence (Andrzej Fedorowicz)

Błazenek Marlin rusza na pomoc swojemu synkowi Nemo, który został wyłowiony z rafy koralowej. W poszukiwaniach towarzyszy mu zapominalska rybka Dory.

Tytułowy Nemo jest błazenkiem (Amphiprion ocellaris), niewielką kolorową rybką mieszkającą na rafie koralowej u wybrzeży Australii. Nemo ma właśnie iść po raz pierwszy do szkoły, czego bardzo obawia się jego ojciec - Marlin. Marlin, który kilka lat wcześniej w tragicznych okolicznościach stracił żonę, boi się o syna i stara się go chronić w każdej sytuacji i w każdym miejscu. Niestety, nie jest w stanie zapobiec nieszczęściu. Kiedy Nemo nierozważnie wypływa poza rafę koralową, zostaje złapany przez płetwonurka i trafia do akwarium znajdującego się w gabinecie dentystycznym w Sidney. Marlin bez wahania wyrusza na poszukiwania syna, w których pomaga mu nie do końca zrównoważona ryba Dory - cierpiąca na brak pamięci krótkotrwałej. 

Zarówno scenariusz, jak i wykonanie sprawiają, że nie sposób przejść obok tego obrazu obojętnie. Artyści z Pixara do perfekcji opanowali sztukę realizacji produkcji uniwersalnych, na których równie dobrze będą się bawić zarówno dzieci, jak i rodzice. Dorosłych z pewnością rozbawią inteligentne dowcipy, w których można odnaleźć wiele nawiązań, między innymi do takich filmów jak "Szczęki", "Psychoza" czy "Mission: Impossible". Historia ojca poszukującego zaginionego syna nie jest nowa i eksploatowano ją setki razy w kinie i w literaturze. Andrew Stanton (pomysłodawca projektu) potrafił jednak opowiedzieć ją na nowo w atrakcyjny sposób.

"Gdzie jest Nemo?" to przede wszystkim wspaniali, charakterystyczni bohaterowie. Oprócz Nemo i Marlina w filmie zobaczymy wspomnianą już Dory, która co chwila zapomina, gdzie jest i co robi. Spotkamy również rekiny na odwyku, które chcą zarzucić "zły" zwyczaj jedzenia ryb, żółwia Luzaka serfującego na podwodnym prądzie, zakręconego pelikana Nigela oraz Idola - rybę, która podobnie jak Nemo urodziła się w oceanie i trafiła do akwarium, gdzie cały czas przygotowuje nowe plany ucieczki.  Ciekawym bohaterom głosów udzielają charakterystyczni aktorzy (a tak jest w przypadku 'Nemo'), a to daje gwarancję, że filmowych postaci długo nie zapomnimy. "Gdzie jest Nemo?" zasługuje na uwagę również ze względu na wykonanie. Jeszcze przed rozpoczęciem prac twórcy spędzili długie miesiące na studiowaniu podwodnej fauny i flory oraz poznawaniu zwyczajów i zachowań ryb. W tym czasie filmowy obejrzeli dokumenty Jean-Jacques'a Cousteau, a także obrazy zrealizowane w cyklach "National Geographic" i "Niebieska planeta".  Bohaterowie pojawiający się w filmie narysowani są w charakterystyczny dla filmów animowanych sposób (ryby mają nawet brwi, które wzbogacają ich mimikę), ale jednocześnie pozostają bardzo realistyczne i prawdziwe. Przy projektowaniu rafy koralowej twórcy pozwolili sobie na większą swobodę, ale dzięki temu mogli puścić wodze swojej wyobraźni i stworzyli jedną z najpiękniejszych lokacji, jakie zobaczyć możemy w filmie animowanym. Rafa mieni się tysiącami kolorów, jest pełna życia i w porównaniu do pustej ciemnej głębi wydaje się rajem. 

Twórcy snują tę opowieść ze swadą i humorem. Wszystko zostało tu wyważone z aptekarską precyzją: cytaty z klasyki kina, momenty grozy, chwile wzruszenia i morał, którzy docenią duzi i mali. 





























Ocena filmu: 9/10

Komentarze

  1. Film dostał Oscara, więc sądzę, że ocena 9/10 jest zasłużona. Gdybym miał wnuczę kilkuletnie, to pewnie byśmy wspólnie oglądali, ale na razie nie mam, więc i oglądanie filmu zostaje odłożone na nieokreśloną przyszłość.




    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz